Bioshock i przygody z nim związane – tragedia w trzech aktach.

Akt I


Główny bohater (GB) siedzi przed swoim komputerem. Niedawno ukończył Red Dead Redemption na PS3. Teraz patrzy na swoją kolekcję gier i doszukuje się zaległości.
Nagle znajduje Bioshock’a, którego z różnych powodów nigdy nie mógł ukończyć. 

GB: Och, Bioshock ! Wypadałoby w końcu przejść, szczególnie, że mam obydwie części.

Bierze pudełko z grą do ręki. Otrzymał ją dwa lata temu na urodziny – wciąż jest zafoliowana. GB zdziera folię z opakowania. Pomyślnie wkłada płytę do napędu swojego laptopa. Następuje proces instalacji.

GB: Gotowe ! Jeszcze tylko patch, polonizacja i można grać !

Niestety GB jeszcze nie wie,  jak bardzo się myli… Tak naprawdę, to dopiero początek wszystkich problemów… 

Akt II

Główny Bohater wciąż znajduje się w tym samym otoczeniu. Przystępuje do uruchomienia gry Bioshock. Jego oczom ukazuje się poniższy widok

Wszystko przebiega jak najbardziej pomyślnie. Na ekranie przejawiają się kolejne loga oraz inne informacje o epilepsji. W końcu pojawia się główne menu.
GB wybiera opcję nowej gry. Zaczyna się wczytywanie.

GB: Och, a co to? Dlaczego ten ekran ładowania się nie zmienia? Dysk twardy również nie chodzi. Czyżby gra się zawiesiła?

GB miał rację. Gra nie dawała żadnej oznaki działania. Za pomocą ctrl+alt+delete wyłącza ją. Nagle pojawia się ten obraz:

Próbuje uruchomić grę jeszcze raz…
i jeszcze raz…
i jeszcze raz…

GB: ARGH ! Dlaczego to nie może być takie łatwe ? Czas sprawdzić co na to oficjalne fora – może to dosyć popularny problem.

Okazuje się, ze gra sprawia wiele problemów – na samym oficjalnym forum jest 330 stron tematów związanych z nieprawidłowym jej działaniem.

Nastąpiło żmudne poszukiwanie rozwiązania…

W końcu udało mi się dojść do tego, że gra ma problemy z działaniem na Windowsie 7 – niestety  uruchamianie w trybie kompatybilności i inne mniejsze sztuczki nic nie dały.
Postanowiłem skorzystać z bardziej “drastycznych” metod. Gra “niby” ma problemy z urządzeniami dźwiękowymi. Naściągałem się sterowników i innych. Niestety nic to nie pomogło.
Moim prywatnym hitem jest porada, która kazała “podpiąć mikrofon, bo inaczej nie zadziała”.
Jak głupie się to nie wydaje… wypróbowałem.
Po kilkugodzinnej “walce” człowiek stara się uwierzyć w cokolwiek – byleby działało.
Ostatecznie, po kilku reinstalacjach i tym podobnych cudach, udało mi się uruchomić grę.

Akt III

GB  jest bardzo zadowolony z tego, że w końcu udaje mu się zagrać.

GB: YAY ! Ale fajnie ! Szkoda, że nie zagrałem w to wcześniej – w tej grze jest tyle świetnych rozwiązań !

Jak widać, GB  bardzo przypadła ogólna koncepcja gry. Podniecony, pnie do przodu.

Niespodziewanie, w trakcie eksploracji Rapture, gra się zawiesiła.

GB: Kurrr…! Nawet nie zapisałem !

Niestety to nie największy problem jaki GB teraz ma. Okazuje się, że przy kolejnych próbach uruchamiania gry…

GB: Co?! Znowu się zawiesił ? Po raz kolejny?! Jak to! Przecież przez te kilka godzin wszystko chodziło idealnie !

Szukając na kolejnych forach, GB nie potrafi znaleźć rozwiązania na częste i losowe zawieszanie się gry.

GB: NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE !

GB upada z krzesła na kolana. Najwyraźniej nigdy nie ukończy Bioshock’a…

Tak, dobrze widzicie – nie udało mi się ukończyć gry Bioshock. A tak niewiele mi brakowało do szczęścia.
Wszystko zapowiadało się  dobrze, aż do momentu, w którym gra zaczęła się po prostu losowo zawieszać, z taką częstotliwością, że nie można było już nic zrobić.
W takich chwilach cieszę się, że moją główną platformą do grania jest konsola.
Co prawda granie na konsolach również nie zawsze jest komfortowe – weźmy na przykład gigantyczne patche – ale powiedzmy sobie szczerze – ilość problemów, z jakimi możemy się spotkać grając na konsoli jest o wiele mniejsza.
Czy kiedykolwiek ukończę Bioshock’a ? Mam nadzieję, że tak – szczególnie, że druga część już na mnie czeka  - tym razem na PS3…

Hurra, Maturra!

Przez ostatni tydzień nie zajmowałem się niczym innym niż ratowaniem galaktyki (Mass Effect 2), przemierzaniem kolorowych światów (Rayman Origins), czy podróżowaniem po bezdrożach (Red Dead Redemption) – mówiąc krótko, zajmowałem się niczym. Ok, żeby nie było – w międzyczasie były jeszcze jakieś interakcje międzyludzkie.

A wszystko to, ze względu na świeżo co, napisane matury.
Plotka głosi, że to jedno z najważniejszych wydarzeń, jakie człowiek może doświadczyć w życiu, co było widać po wielu osobach ze szkoły “piszczących” co chwilę z przejęcia i ogólnej ekscytacji / sztucznego strachu, bo “nic nie umieją”.
Z drugiej strony są jeszcze osobnicy, którzy już powoli zaczynają “tęsknić” za szkolnymi latami, które już niedługo (w czerwcu) dobiegną końca.

Cóz… – mnie ta atmosfera, w ogóle się nie udziela.

Dla mnie, był to po prostu kolejny sprawdzian, z większej ilości materiału niż zwykle.
W tym miejscu warto wspomnieć, że w przeciwieństwie do matury w Polsce, w Niemczech nie ma całej tej “oficjalnej otoczki” – nikt nie przychodzi odświętnie ubrany, wszystko odbywa się normalnie w klasach.

Podsumowując – przyszedłem, napisałem, co wiedziałem i oczekuję tylko wyników, które mam nadzieję, będą w miarę pozytywne (matematyka pozdrawia!)

Teraz mam trzy tygodnie zasłużonego wolnego, które przeznaczam na nadrabianie growych zaległości, nagromadzonych przez pewien czas i ogólny odpoczynek, także w Polsce.

Co będzie dalej? W przeciwieństwie do wielu, cieszę się z tego, że pewien etap w moim życiu dobiega końca. Patrząc na to już teraz, nie widzę wielu rzeczy, za którymi miałbym tęsknić. Na pewno, będą to niektóre osoby, ale na przykład “fizyka kwantowa”, czy “historia sztuki”, to rzeczy, które dla mnie jak najszybciej mogą odejść w zapomnienie.

Spoglądam w przyszłość i nie mogę się doczekać jej przybycia. Na pewno będzie ciekawie – czy lepiej, czy gorzej ? Tego nie wiem, życzę sobie, aby było jak najlepiej.
No ale wiadomo, jak to z życzeniami jest…

Na zdrowie! Oraz powodzenia, tym co jeszcze stoją przed tym “wielkim” wydarzeniem ;)

Dzisiejsze FPSy oraz ich rozterki

Grając ostatnio w Killzone 3 i Bad Company 2 – oraz wiele innych nowszych FPSów – nie mogłem się nadziwić jak głupie są te gry.
Nie zrozumcie mnie źle , wszystkie z nich nad wyraz przyjemnie – chodzi o ‘otoczkę’, w jaką to strzelanie jest ubrane, czyli o fabułę.

Gdyby ktoś mnie  teraz zapytał, o co dokładniej chodziło w fabule Bad Company 2, nie mógłbym przypomnieć sobie niczego, oprócz “wesołej gromadki” zrzucanej, w co raz to dziwniejsze miejsca na ziemi, aby w końcu uratować świat.

Standard.

A co by było gdyby nie było żadnej otoczki fabularnej na siłę oraz bohaterów, którzy starają się być bardzo przekonujący, ale im nie wychodzi?

W starszych odsłonach serii Medal of Honor obyło się jakoś bez wyraźnych postaci – czy ktokolwiek stawał tam kiedyś przed jakimikolwiek wyborami moralnymi? 

Nie.

W owych grach, brało się udział w różnych walkach, które każdy mógł przeżywać na swój sposób.
Rozumiem, że nie wszystkim to odpowiada i nie mogą się pogodzić z faktem, że kierują pionkiem bez osobowości, co uniemożliwia im wczucie się w daną sytuację .

Czyżbym żył przeszłością i przesadzał? Być może, jednak jednego jestem pewien – tło fabularne w grach FPS stało się ich niepotrzebnym bagażem, który odwraca uwagę od tego, co w tej grze powinno być najważniejsze – od strzelania.
Dzisiejsze FPSy muszą zawierać jakiekolwiek podłoże fabularne – nieważne, jak głupie ono będzie – bo inaczej gra nie będzie miała jakichkolwiek szans na przetrwanie.

Nie chce od razu mówić, aby gry cofnęły się do stanu, w jakim znajdowały się kiedyś.
Jestem za tym, aby FPSy ewoluowały, bo jak na razie tkwią w schemacie “dużo wybuchów + durna otoczka = resztę się dorobi jakkolwiek = profity $$”.

Dobra zabawa  nie wyklucza sensownej fabuły, co pokazała np. seria Half-Life.
Szkoda tylko, że tylko tak niewielu w świecie gier, podjęło się podobnego wyzwania…

(Nie)ograniczony dostęp do muzyki

Ostatnio, bardzo głośno zrobiło się na temat “SOPA” i “PIPA”, które mają nam, mniej więcej, ‘ocenzurować’ internet.

“Hehe “ pomyślałem - “głupie gadanie, do niczego nie dojdzie”.
Zapomniałem jednak, że podobna apokalipsa już rozpoczęła się bliżej, niż mi się na początku wydawało…

Pewnego razu, wchodzę sobie grzecznie na YouTube’a i widzę taki oto obrazek…

“Cholera!”

Czym jest owa GEMA ? GEMA to niemiecka organizacja zajmująca się ochroną praw kompozytorów/artystów/i wszelakich wytwórni muzycznych.
Co prawda nie wszystkie wytwórnie, mające swoje oddziały w Niemczech są jej częścią, to trzeba przyznać, że niestety podlega jej znacząca większość.
W sumie nie wydaje się to takie głupie – przecież na publikowaniu mediów w internecie wszyscy tracą, bo nikt nie płaci za licencje… wait what?!

Nie trudno się domyślić, kto zbiera na tym wszystkim największe pieniądze – sama GEMA. Ostatnio w Niemczech wyszło na jaw, że pobierają od artystów niczego sobie prowizje za swoje “usługi”, osiągając roczny przychód na poziomie 850 milionów Euro.

No ale nic. Skoro nie działa YouTube, to pomyślałem sobie, że wejdę na Grooveshark – ogromną bibliotekę muzyczną, w której można słuchać radia, tworzyć playlisty, itp.

Niedoczekanie…

“Ze względu na niebotycznie wysokie koszty, Grooveshark wyłącza swoją usługę w Niemczech. (…) Jeżeli chcecie zrobić coś z tak wysokimi kosztami dla serwisów typu Grooveshark, możecie napisać do GEMA miłą wiadomość.”

W tym momencie, nie wiedziałem co mam zrobić.
W tym momencie, nie została na internecie żadna strona, na której mógłbym sobie bezproblemowo posłuchać muzyki.

Co prawda, znalazłem program, który umożliwia słuchanie muzyki i działa na zasadzie Grooveshark’a, ale jest on częściowo płatny,  ale nie ma się co dziwić, skoro zawiera w pełni licencjonowane utwory prosto od GEMA.

Na tym wszystkim cierpią oczywiście szarzy użytkownicy, którzy chcą sobie grzecznie posłuchać na internecie muzyki.
HAHA! Wypchajcie się! Zasuwać sklepów i kupować oryginalne albumy!

Boję się, że teraz już nieciekawa sytuacja, pogorszy się jeszcze bardziej. W końcu od jeszcze większej ‘cenzury’, czy ładnie mówiąc ‘ograniczenia treści’ droga już niedaleka…

Jednocześnie, smuci mnie ‘nieświadomość’ tutejszego społeczeństwa, które, gdy dzieją się jakieś poważne sprawy w kraju i na świecie  - niczym Occupy Wall Street – potrafi zebrać się do kupy, wyjść na ulice i wszcząć protest, przekazując rządowi, to co im teraz nie pasuje.

Chociaż… Może oni zdążyli już przywyknąć, a ja tylko wybrzydzam, bo jestem przyzwyczajony do ‘luksusu’, z jakiego mogłem korzystać w Polsce.

Z Pamiętnika Wampira cz. 1

Vampire: The Masquerade Bloodlines to “łabędzi śpiew” nieistniejącego już studia Troika.
Wcielając się w nowo narodzonego wampira w czasach współczesnych,  wykonujemy czynności typowe dla gier z gatunku RPG.
Niby nic wielkiego, jednak warto pochwalić duże przywiązanie uwagi twórców do detali oraz bardzo dobrze oddane mechanizmy RPG, w tym świetnie napisane dialogi.
Gra została skazana na własną klęskę, będąc praktycznie niegrywalną tuż po premierze, ze względu na wszechobecne błędy.
Jej twórcy, krótko po wypuszczeniu gry na rynek, musieli podjąć tragiczną decyzją o zamknięciu własnego studia.
Dzisiaj, 7 lat po premierze, “Wampiry” to wciąż niewiarygodne przeżycie pod każdym względem.

Po tym oto wstępie, chciałbym przedstawić Wam, moją przygodę z “Vampire”, w której towarzyszyła nam będzie moja bohaterka – Christina.

Witajcie w Los Angeles ! Naszą wędrówkę rozpoczynamy w Santa Monica ! Okolica, co prawda, nie jest zbyt przyjemna, ale trzeba przyznać, że swój urok ma. Szczególnie miłe są przechadzki po tutejszym molo, na którym, w ostatnim czasie, odbywały się makabryczne zbrodnie.

To mój ‘apartament’. Niestety nie reprezentuje on za wysokich standardów Wiecie – szef oszczędza. W tym miejscu mogę sprawdzić pocztę, przespać okropny dzień, pooglądać telewizję, czy posłuchać radia. W lodówce trzymam woreczki z krwią – na wypadek jakby napadł mnie mały głód, a żadnego jedzonka nie byłoby pod ręką.

Kiedy jestem na mieście i jestem głodna, rozglądam się za jakąś możliwością pożywienia się. Najczęściej znajduję nieszczęsne pojedyncze osoby, kręcące się po ciemnych zaułkach. Gdy już znajdę swoją ofiarę, wskakuję na nią, wbijam w nią swoje zęby i napajam się aż do nasycenia. Muszę uważać, aby nikogo przy tym nie zabić (a pokusa jest duża…) – nie chcę w końcu stracić swojego nikłego, ale wciąż obecnego człowieczeństwa.

Moja praca polega na zaprowadzaniu porządku, tam gdzie jest to potrzebne. Do sprzątania często używam różnych rodzajów broni białej, ale także mistycznych mocy. Na pamiątkowym zdjęciu możecie zobaczyć mnie w pracy – w ręce dzielnie dzierżę kij baseballowy, starając się pomóc temu panu usunąć toksyny nagromadzone we wnętrznościach. A może same wnętrzności ? Mimo wszystko, po mojej kuracji, na pewno poczuje się lepiej !

W trakcie swojej wędrówki napotykam wiele ciekawych postaci, takich jak na przykład dziwki. Można skorzystać z ich usług, wyprowadzając w jakiś kąt, a potem się spokojnie na nich pożywić. Niestety zdarzają się panny ładniejsze, jak i  takie trochę mniej – tak jak ta tutaj. Ja osobiście, cenię siebie, więc z usług takich osób nie korzystam…

Po ciężkiej pracy przychodzi czas na relaks. Do moich ulubionych form spędzania wolnego czasu zalicza się m.in. siedzenie na plaży i podziwianie widoków. Tylko wtedy mam czas, aby przemyśleć dużo rzeczy…

Kiedy jednak chcę spędzić noc bardziej aktywnie, wybieram się do tej oto placówki…

PARTY HARD !

Do zobaczenia w LA – Christina 

Mass Effect 2 – Krótkie wrażenia

Ostatnie gry BioWare opierają się na tym samym fabularnym schemacie: coś bardzo złego dzieje się na początku, dowiadujemy się, że do pokonania tego musimy zwiedzić X losowych miejscówek, w których musimy zająć się jakimiś losowymi zadaniami, aby na końcu stać się wystarczająco potężnym, aby ostateczne zło pokonać.

Dlaczego o tym piszę ?

Bo chciałbym Wam przedstawić moje osobiste wrażenia, jakie towarzyszyły mi podczas gry, w wielce wychwalanego Mass Effect’a 2.

Zanim przejdę do części drugiej, chciałbym powiedzieć, że opierałem się hype’owi towarzyszącemu pierwszej części gry, dosyć długo. Po pewnym czasie od premiery, zagrałem jednak w tę grę, aby osobiście przekonać się, czy wszystkie te zachwyty były słuszne.
Pierwsza część serii miała fajną fabułę (mimo że, po raz kolejny powielała schemat opisany powyżej), ciekawe postaci, a także sprytnie wplecione elementy strzelaniny  TPP (wraz z możliwością krycia się za przeszkodami) w dosyć solidny szkielet gry RPG. Pod żadnym pozorem nie była to dla mnie gra wybitna.

Już na samym początku mogę przyznać, że ‘dwójka’ również taką grą nie jest. Zawiera ona tyle uproszczeń w stosunku do poprzedniej części, że głowa mała – brak zaawansowanego zarządzania ekwipunkiem, uproszczony rozwój postaci, limitowana amunicja, teoretyczny brak swobody i ciągłe poruszanie się po korytarzach, a także fragmenty akcji, jeszcze bardziej dynamiczne niż dotychczas. Czy te wszystkie elementy wyszły grze na dobre ? Zależy jak na to spojrzeć. Na pewno można powiedzieć jedno: mamy do czynienia z nowym wymiarem gier RPG.

Przy pierwszym kontakcie z grą, chciałem ją bardzo ‘znienawidzić’ za to, że nie jest już tak naprawdę typowym RPGiem. Nie udało mi się – odniosłem osobistą ‘porażkę’ i polubiłem na swój sposób Sheparda i jego przygody. Jak bardzo bym się nie starał, muszę pochwalić emocjonujące i rozbudowane dialogi (szczególnie te, które możemy prowadzić z naszą drużyną).

Tak o tym piszę i wciąż nie mogę dojść do tego, dlaczego tak dobrze mi się w Mass Effecta 2 grało.
Czy to przez pełną emocji fabułę ? Nie bo i tak było wiadomo, do czego dojdzie.
Może elementy strzelane ? Te również nie wyróżniają się niczym szczególnym.
Namiastka RPG ? O zgrozo nie !

Prawdą jest, że łącząc wszystkie wymienione elementy dostajemy bardzo dobrze przemyślaną i grywalną grę.

Ode mnie: 9/10

Relacja z Gamescom 2011 cz. 2

Witajcie !
Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam dzisiaj drugą-ostatnią część relacji z tegorocznego Gamescomu!

Dzień 3: 20.08.11

Nie mogłem w to uwierzyć. Udało mi się dopchać do kolejki do sequela mojej ulubionej gry - Diablo 3. W dosyć szybkim czasie (1,5 godziny) mogłem zagrać we fragment tejże gry. Jak na razie nie mam jakiś specjalnych uwag – można znaleźć w grze wiele świeżych pomysłów, ale nie uważam, że mogłyby one w drastyczny sposób zmienić odbiór gry.
Piski o zbytnią “kolorowość oprawy graficznej” okazały się nieprawdą. Co prawda, gra wygląda inaczej niż poprzedniczki, ale klimat wciąż się utrzymuje.

Kolejną moją prezentacją w tym dniu było The Secret World od Funcom’u, wydawane przez EA. Gra jest promowana przez niesamowicie klimatyczne trailery, poza tym ma świetny koncept i pomysł na siebie, ale po prezentacji mam mieszane uczucia. Obawiam się, że to wszystko może przerosnąć samych twórców. Zobaczymy jak to będzie. Póki co czekam na jakieś beta-testy, albo późniejszego triala.

Stojąc przy stoisku 2K i czekając na prezentację Bioshock: Infinite, okazało się, że aktualnie będzie się odbywać prezentacja The Darkness II. Poszedłem tam mimo wszystko.
Sama gra wygląda na chorą – rozczłonkowane ciała latają wszędzie, krew tryska, a ludzie są przybijani do ścian. Kosmosy… Mimo wszystko, muszę przyznać, że prezentuje się lepiej od “jedynki”.

Po tej prezentacji na stoisku 2K rzucano obiektami w ludzi – stałem przy samej scenie, a załapałem się na kilka pierdół – nie dostałem żadnej lodówki, koszulki, czy artbooka. Głupie ‘bydło’ rozwalało kartony przy scenie.

Metro 2034 Last Line to kolejna prezentacja na jaką poszedłem. W zasadzie zrobiłem to chyba tylko dlatego, że kolejka była krótka. Ponoć wszystko co tam pokazane to naprawdę gameplay. W niektórych momentach było mi trudno w to uwierzyć, ale może gra wygląda tak dobrze?
Ilość ludzi przekroczyła dzisiaj 62.000 co zaowocowało ogromnym tłumem oraz tym, że obsługa na jakiś czas musiała zatrzymać wpuszczanie innych do środka.

Około godziny 15 ustawiłem się w kolejce na prezentację Prey’a 2 i demko Rage’a.
Po dwóch godzinach udało mi się wejść do środka i jak wcześniej nie miałem żadnych oczekiwań wobec w/w gier, to teraz wiem, że warto dokładniej się Prey’owi 2 przyjrzeć. Gra ma kilka ciekawych pomysłów na siebie – typu swobodne wspinanie się wszędzie, albo bycie łowcą kosmitów (trochę smuci fakt odejścia od konwencji jedynki). Mam nadzieję, że wyjdzie z nich coś sensownego.
Natomiast Rage… Zadaję sobie pytanie, na co poszło tyle czasu, skoro gra wygląda na klona Borderlands. Po zagraniu w demo, wciąż utrzymuje się w przekonaniu, że nie warto sobie tym zawracać głowy. Ponadto wersja konsolowa nie zachwyca pod względem graficznym.

Z ciekawością poszedłem na stoisko PSVita, aby sprawdzić, czy nie czeka tam ogromna kolejka. Nie czekała, więc szybko się ustawiłem i nie mogłem się doczekać, aby w końcu zagrać na nowym urządzeniu Sony. Niestety przed wejściem trzeba było losować, w to co się zagra i wypadło mi na Hustle Kings. Nie powiem, abym był z tego zadowolony, ale sama gra jest niczego sobie – grało się dobrze, a sama konsola dobrze wykorzystuje możliwości żyroskopów, jak i ekranu dotykowego.

Na końcu dnia zagrałem w losowe MMO jakim był RIFT, oraz Dragon’s Dogmę na stoisku Capcom. Myślałem, że gra będzie czymś na rodzaj Monster Hunter na konsolę stacjonarne – przeliczyłem się, bo niestety wygląda średnio.

Dzień 4: 21.08.11

Po otwarciu wejścia na główne hale, jak najszybciej pobiegłem do stoiska z Mass Effect 3. Opłaciło się, bo wszedłem na pokaz jeszcze w pierwszej grupie. Na początku przedstawiony był trailer, który podsumował akcję dwóch poprzednich części oraz pokazał tło fabularne pod trzecią część. Zaraz po tym mogliśmy sami wypróbować grę. Akcja gry jest jeszcze bardziej zręcznościowa niż dotychczas (czy to plus – każdy musi ocenić sam), ale zapowiada się nad wyraz interesująco (szczególnie inwazja ziemi). 

Miałem nadzieję, że uda mi się zagrać w Guild Wars 2, dlatego udałem się na stoisko NCSoft.  Niestety kolejki były niewyobrażalnie długie, a oprócz tego każdy mógł pograć w to 30 minut, co sprawiło, że naprawdę długo bym tam przestał. Na stoiskach owej gry można było również spotkać twórców, którzy odpowiadali na pytania graczy, rozdawali autografy, oraz robili inne podobne rzeczy.

Zrezygnowany poszedłem na stoisko City Interactive, aby zagrać w Sniper 2: Ghost Warrior i dostać fajne suweniry. Niestety nie udało mi się niczego zdobyć, oprócz smyczy i plakatu. Sama gra wygląda średnio. Nie grałem w pierwszą część, więc nie mogę stwierdzić, czy twórcy zrobili jakiś widoczny postęp. Kto również wpadł na pomysł, aby usadawiać graczy 50 cm przed takim ogromnym telewizorem ?

Kolejną grą, do której się ustawiłem i czekałem na nią 2 godziny, był Skyrim. Po oczekiwaniu lekko się rozczarowałem, bo pokazywano tylko prezentację (w dodatku dlaczego na X360? Na PC ta gra wyglądałby dużo lepiej). Nowy system walki wygląda dobrze, a system rozwoju postaci przywodzi na myśl Final Fantasy XIII (przynajmniej menusy).

Wybrałem się po raz kolejny na stoisko Sony, aby zdobyć bandanę z Resistance 3. Przy wejściu, ten sam sobowtór Nathana Drake’a, co przedwczoraj, pożyczył mi wszystkiego najlepszego z okazji 18. urodzin (bo dla pewności sprawdzali wiek zwiedzających) – jak miło! W środku przeżyłem szok – nie mieli już bandan z Resistance 3! Dla osłody pograłem sobie w tę grę w 3D oraz w tryb multiplayer Uncharted 3, który mi się bardzo podoba. Nawet jeden z Drake’ów zaczął do mnie zagadywać, prowadząc gadkę, jak mi się gra podoba, itp. Twisted Metal natomiast, zapowiada się na dosyć chorą produkcję – warto ją mieć na oku, bo może jeszcze z tego coś wyjdzie.

Na stoisku 2K były pokazy „co można zrobić z piłką od koszykówki” oraz oczywiście rzucanie suwenirami. Nic nie złapałem.

W zasadzie wszystkie ważniejsze gry, które chciałem widzieć, już zobaczyłem, dlatego poszedłem na coś mniej interesującego, czyli demo The Darkness II. Demo było dziwne, bo było strasznie wypchane cut-scenkami. Sama gra wygląda na jedną wielką psychodelię. Oprócz tego, wydaję mi się, że dokonano wielu ulepszeń w stosunku do „jedynki” jeśli chodzi o rozgrywkę, przez co gra się po prostu lepiej.
O 16.30 odbyło się na scenie 2K finalne “rzucanie wszystkim”. Można było się naprawdę nieźle obłowić. Udało mi się złapać majtki Duke Nukem:Forever oraz różne pomniejsze rzeczy.

To był już koniec.

Targi się skończyły

Był tu mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz na tej imprezie.

Podziękowania dla Frytkasisa za udostępnienie zdjęć. Polecam również zajrzeć na jego stronie, aby zapoznać się z jego relacją.

Relacja z Gamescom 2011 cz. 1

Witajcie ponownie !
Tak jak obiecywałem, zamieszczam  dzisiaj pierwszą część (czyli dwa pierwsze dni) relacji z Gamescom 2011. Mam nadzieję, że będziecie mogli mniej więcej wczuć się w to, co tam się działo, bo klimat był naprawdę niesamowity!

Dzień 1: 18.08.11

Po bezproblemowej podróży pociągiem, znaleźliśmy się w końcu w Kolonii. Jako że, mieliśmy dużo czasu do odebrania kluczy od naszego pokoju, udaliśmy się do sławnej Katedry, która robi ogromne wrażenie.
Po odebraniu kluczy, ogarnęliśmy się i wyruszyliśmy w podróż metrem. Niestety nie wszystko poszło tak łatwo, jak miało być. 

Zbłądziliśmy, przez co wyszliśmy prawie z miasta, no ale ostatecznie udało nam się dotrzeć na miejsce (co prawda lekko się spaliliśmy).
Na targach zaskoczył nas ogrom ludzi (w końcu to nasze pierwsze targi, więc nie ma co się dziwić).
Na początku postanowiliśmy, że przejdziemy się po całym obiekcie, aby wiedzieć mniej więcej co i jak oraz gdzie znajdują się najważniejsze rzeczy.

Około 16, skończyliśmy obchodzić cały obiekt, dlatego zdecydowaliśmy się zjeść w tamtejszym Bistro. Obiad był dobry, jednak trochę kosztował.
Po obiedzie, mieliśmy już około godziny 17, dlatego zaczęliśmy wyszukiwanie miejsca, do którego można byłoby się ustawić. Spontanicznie wybraliśmy pokaz Saint’s Row 3. Gra prezentuje się przekomicznie i jedyne z czym się może równać pod względem absurdu, to jakieś powykręcane japońskie tytuły.
Po prezentacji tejże gry, udaliśmy się na prezentację Wiedźmina 2 w wersji 2.0.
Ja się tam na grze nie znam, ale przynajmniej dostaliśmy plakat i naklejki.

Nie wiedząc, na co mogliśmy iść, wybraliśmy się na pokaz Prototype 2. Stojąc w kolejce, poznaliśmy dwoje Polaków, z którymi nawet miło się komunikowało oraz z którymi spotykaliśmy się w następne dni, zwiedzając targi razem.
Niestety na pokaz Prototype 2 czekaliśmy więcej niż godzinę.
Czy było warto ? Według mnie nie. Gra nie prezentuje się jakoś zachwycająco dobrze.
Tracąc tyle czasu na Prototype 2, musieliśmy się zbierać do pokoju. Szczęśliwie wróciliśmy (mimo ulewy) zrobiliśmy zakupy i wykończeni spoczęliśmy. Zrobiliśmy sobie na kolację pizzę z rondla (bo kuchenki brak) którą popiliśmy piwem, wznosząc toast za gamescom.

Dzień 2: 19.08.11

Po długim oczekiwaniu na otwarcie udało nam się dopchać do kolejki do Battlefield’a 3. Ostatecznie czekaliśmy w kolejce 4 godziny, poznając przy tymkolejnych podróżnych z polski.

Po wejściu na stoisko został nam przedstawiony nowy gameplay oraz instruktaż jak obchodzić się z grą. Przy samej grze zawiesił mi się komputer, nad czym bardzo płakałem, bo byłem na drugim miejscu (nie wiem, jak mi się to mogło udać). Nie rozumiem co ludzie mają z grafiką tej gry – nie widziałem w tym żadnego przełomu. Mimo wszystko, gra trafiła na listę gier, którymi trzeba się koniecznie zainteresować.

Kolejną grą w tym dniu, był Deus Ex 3, który swoją premierę ma już niedługo (a właściwie już wyszedł).
Czekając wytrwale godzinę w kolejce, udało mi się w końcu zagrać w wersję na PS3. Gra zapowiada się naprawdę ciekawie, jednakże granie w to na konsoli jest strasznie toporne. Kiedy już zdecyduję się na zakup tej gry, na pewno będzie to wersja na PC.


Jak zawsze, rzucano coś na stoisku 2K (w ogóle to mają chyba najlepszych animatorów , no i ciągle coś się dzieje). Niestety nie udało mi się nic dorwać. Aby załagodzić gorzki smak porażki, wybrałem się na Warhammer 40K: Space Marine, tylko po to, aby dostać stylowy worek na końcu. Sam tryb multi wydaje się strasznie ociężały i powolny.
W międzyczasie wypożyczyłem 3DSa (na którym ostatecznie dużo nie pograłem), aby umilić sobie stanie w kolejkach i dostać kolejną koszulkę.
Jako, że mieliśmy trochę czasu w zapasie, poszliśmy jeszcze na stoisko Sony, zahaczając wcześniej o Rayman: Origins, który wygląda na pocieszną i dobrze zapowiadającą się platformówkę.

Stoisko Sony okazało się bardzo fajnie zaprojektowane (wokół hasało dużo Drake’ów z U3, dodatkowo na
środku stało auto, który miał na swojej pace konsole), a na dodatek można było pograć w takie gry jak Resistance 3, Starhawk, Twisted Metal, czy Uncharted 3. Demo Resistance 3 przekonało mnie do kupna tej gry. Wygląda na to, że ta odsłona stanowi sprytne połączenie tego co najlepsze z “jedynki” i “dwójki”.

Wracając zobaczyliśmy jeszcze muzeum gier i konsol, gdzie można było zobaczyć naprawdę ciekawe rzeczy oraz różne stoiska gier MMO.

Czekajcie na drugą część relacji, która powinna pojawić się na dniach!
Oprócz tego chciałbym podziękować Frytkasisowi za udostępnienie zdjęć oraz chciałbym zaprosić na jego własną relację z Gamescom’u znajdującą się tutaj.

Trzymajcie się!

A New Beginning

Witam !

Przed X laty oficjalnie porzuciłem pisanie na gramie, na swoim sajcie, skrywając się pod jakże mrocznym nickiem “CzarnyPan”.
Powody były różne, jednak teraz muszę przyznać, że  z czasem zaczęło mi brakować tego typowego pisania o pierdołach.
Dlatego z dniem dzisiejszym, po długich rozmyślaniach ostatecznie zdecydowałem się na ‘wielki’ powrót.

Co tu się będzie wyrabiało ?

Sam nie wiem…
Zapewne będą się tu pojawiały różnorakie przemyślenia na wiele tematów. Mówiąc krótko będzie to takie “Wszystko o niczym” po prostu. Będzie o grach, muzyce,  itp. W końcu przez te kilka lat nieobecności, wiele się wydarzyło, co warto będzie opisać.
Pierwszy  ’prawdziwy’ wpis będzie relacją z gamescom 2011, na który się w tym roku udałem i na którym udało mi się ową relację stworzyć.
A potem się zobaczy…

Żeby nie było, że się nie przedstawiam, uczynię to teraz.
Nazywam się Aleksander (może być Olek) i mam 18 lat.
Od 4 lat mieszkam w Niemczech. W tym roku napiszę maturę i zacznę jakieś studia, w kierunku jeszcze mi nieznanym. Ale nad tym się jeszcze pomyśli.
Byłem, jestem i będę graczem, z czego się bardzo cieszę. Najchętniej gram w dobre gry ;) Aktualnie na Playstation 3 i (sporadycznie) na PC. Spodziewajcie się dlatego wiele świeżych wrażeń z niekoniecznie świeżych gier !
Kolejną moją pasją jest muzyka. Sam gram na gitarze, a słucham dobrych zespołów ;) Do najulubieńszych zaliczam: Megadeth, Ministry, Marilyn Manson, KISS, Sonic Youth, Alice in Chains oraz Bon Jovi – czyli jak widać (prawie) same szatany! ARGH !
Oprócz tego zajmuję się innymi różnymi rzeczami, mniej lub bardziej interesującymi.

Trochę jeszcze nie ogarniam tej strony, ale postaram się w najbliższym czasie doprowadzić tutaj wszystko do porządku i do stanu jako-takiej używalności.

Trzymajcie się i do napisania !

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.